Przerwa na kawę w Splicie

Z góry przepraszam, za jakość zdjęć, ale robiłam je w biegu :) Split odwiedziliśmy wracając z Szybeniku, późnym po południem. Nie planowaliśmy wizyty w tym mieście, wyszło jakoś tak spontanicznie. Może, dlatego, że wcześniej w Szybeniku nie mogliśmy się doczekać na zamówienie kawy, bo Pani wyraźnie się nie śpieszyło i znużeni oczekiwaniem stwierdziliśmy, że się zbieramy. Wracając samochodem zbliżaliśmy się do Splitu i pojawił się pomysł wejścia na kawę właśnie tam :) Żałuję tylko jednego – że byłam w tym mieście tak krótko(!).

Miasto zachwyciło mnie całkowicie. Wjeżdżając do niego od razu dało się zauważyć, że dynamicznie się rozwija. Nowoczesna architektura przeplatała się z tradycyjną. Na ulicach swobodnie poruszali się miejscowi, którzy wyruszali na miasto po pracy. Niektórzy na rowerach, inni z psami, było też kilku biegaczy. Wszyscy odprężeni i uśmiechnięci. I oczywiście spacerujący turyści oczarowani tym miejscem (w tym ja) :)

Zaparkowaliśmy samochód kawałek dalej od tłumu turystów i żwawym krokiem ruszyliśmy w stronę dworca i Starówki. Jak możecie zauważyć na zdjęciach, słońce już zachodziło, więc niebo miało różowawą barwę – co jeszcze bardziej dodawało klimatu. Najpierw dotarliśmy do dworca kolejowego – sami musicie przyznać, że niby zwykły dworzec, a wygląda to niesamowicie. Zatrzymaliśmy się, by szybko zrobić zdjęcia, bo przecież jeszcze tyle przed nami. Po drugiej stronie ulicy znajdowało się pełno budek z kapeluszami, torebkami, parasolami na plażę i innymi takimi rzeczami, które miały ściągnąć klientów. My ruszyliśmy dalej. Mnóstwo samochodów, jeszcze więcej ludzi – tłok. Skręciliśmy w boczną uliczkę, gdzie natrafiliśmy na kolejnych handlarzy, którzy poustawiali swoje budki tym razem pod zabytkowymi murami. Mury wprowadzały nastój starego miasta, które tętni życiem mimo upływu czasu. Niepotrzebne były tylko te zegarki, buty, dresy pod nimi. No, ale kto co lubi. Gdy już minęliśmy te targowisko, ulica zrobiła się znacznie szersza i tym razem zobaczyliśmy coś w stylu targu staroci. To już miało całkowicie inny klimat od poprzedniego targu. Ciekawe, niezwykłe przedmioty, stare płyty, naczynia i porcelana. Ludzie, którzy mają swoje pasje i zainteresowania, szukali w tych rzeczach czegoś dla siebie. Nikt się nie śpieszył, czas leniwie mijał..

My zmierzaliśmy na kawę, podziwiając zabytkowe i nowoczesne budynki. Powtarzałam, co chwilę coś w stylu „[…] patrz jak tu pięknie!”. Wieczorem można było zauważyć już pełno młodych, roześmianych ludzi, którzy poumawiali się na spotkania. Kelnerki, które wiedzą, że za chwilę zacznie się dopiero duży ruch. Wybraliśmy szybko kawiarnię, oczywiście z stolikiem na zewnątrz. Nie można przegapić takiego letniego, swobodnego klimatu. O tej porze, to już tylko cappuccino. I było to chyba najlepsze cappuccino, jakie piłam do tej pory. Ach! I oczywiście wszędzie można było spotkać naszych rodaków – młodych śpiewających z gitarami, rodziny przy ogromnych pizzach lub daniach z owocami morza, młodzież na obozach. Widziałam wtedy interesującą restaurację, jeśli chodzi o wystrój wnętrz (zawsze zwracam na to uwagę) i żałuję do tej pory, że nie zrobiłam zdjęcia. Nowoczesna, designerska i minimalistyczna. Białe kafle z żółtymi akcentami. Kilka stolików, gazety.. Może kiedyś uda się tam wrócić.

Było już znacznie później i po całym dniu, zmęczenie dawało o sobie znać. Jednak chłodny wiatr przy brzegu pozwalał się orzeźwić. I te światła odbijające się w falującej wodzie. Obserwowaliśmy jednym okiem tętniące życiem miasto, drugim podziwialiśmy architekturę, dyskutując o wszystkim i o niczym. Tak jest najlepiej – długie rozmowy w biegu :)  

W porównaniu z Szybenikiem – Split jest zacznie nowocześniejszym i bardziej dynamicznym miastem. W sam raz dla mnie. Przy następnej okazji może będzie więcej czasu, by pozwiedzać i dowiedzieć się czegoś ciekawego o tych wszystkich miejscach. Na koniec idąc główną ulicą, musieliśmy zaliczyć jeszcze pyszne lody. Tam spotkaliśmy Chorwata, który od razu zagadał do nas po polsku. Pożartował z nami, nawet mamy wspólne zdjęcie. I ten miły akcent, otwartych i życzliwych ludzi, utwierdził nas w przekonaniu, że warto tu wrócić. Powoli udaliśmy się do samochodu, aby przejechać jeszcze trochę kilometrów do naszej miejscowości. Zdecydowanie dobrze, że zrobiliśmy tu przerwę na kawę..

Więcej moich zdjęć z różnych podróży na Instagramie :)

Anna

 

Zapraszamy do Polubienia Nas na Facebooku : tutaj :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Architektura i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Przerwa na kawę w Splicie

  1. ~sadeem pisze:

    Wygląda naprawdę klimatycznie … :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>